Agata Ceglecka bieg maraton Neapol

Podcast #60 – Jak półmaraton wpłynął na moje życie

Agata Ceglecka HR Szwecja zdjęcie konsultacje indywidualne

Nietypowy odcinek o motywacji, sporcie, codziennej aktywności fizycznej i żmudnym pokonywaniu własnej niechęci i o tym, jak to wszystko się ma do pracy i życia w Szwecji. Bo chęć zmiany i gotowość włożenia wysiłku, żeby dotrzeć do celu to konieczne elementy układanki o nazwie emigracja zarobkowa.

W tym odcinku opowiem Ci o tym kiedy i dlaczego zaczęłam biegać i za co pokochałam ten sport.

Miłej lektury!
Agata Ceglecka | Kierunek Szwecja

To jest odcinek nietypowy, bo o motywacji, sporcie, codziennej aktywności fizycznej i żmudnym pokonywaniu własnej niechęci, a wszystko to w moim pełnym zrozumieniu faktu że jeśli oszukuję, przekładam i odwołuję zaplanowany trening, to oszukuję tylko i wyłącznie siebie.

Ale do rzeczy:

25 lutego pobiegłam pierwszy w życiu półmaraton, który odbył się w Neapolu i to było spektakularne przeżycie!

MOJE LĘKI

Zaczęło się od tego, że nie odebrałam numeru przed startem, a trzeba było. Właściwie to zaczęło się od tego, że naprawdę się denerwowałam tego ranka. Bałam się wysiłku, tego jak będzie, czy nie zachce mi się sikać na trasie… fizjologiczne obawy. Ale miałam też zwyczajną tremę, po szwedzku mówi się: prestationsångest, czyli lęk przed wystąpieniem. Potem cudem dostałam ten numer i mogłam cieszyć się przedstartową atmosferą. Znalazłam polskich kolegów, z których jeden został moim idolem. Facet, który powiedział, że w wieku 47 lat wstał z kanapy i zaczął biegać. I dzisiaj, 14 lat później, ma na koncie 40 kilka maratonów i dwa razy tyle półmaratonów I ja wtedy pomyślałam, ja też tak chcę! Tak się składa, że mam 47 lat i chcę mieć sportowy cel na moją miarę.

Ruszyliśmy.

21 kilometrów to naprawdę dużo… Ja jestem zapaloną chodziarą, mało kto mnie pobije i nie sposób mnie zmęczyć, ale bieg to zupełnie co innego.

SPOSÓB NA PICIE WODY

Dość powiedzieć, że kiedy ja byłam na 6 kilometrze to po przeciwnej stronie mijały mnie osoby, które były na 15… nie czułam zazdrości, tylko raczej skonstatowałam sama do siebie fakt, że oni cholernie szybko biegną. Patrzyłam jak używali wody i wtedy już wiedziałam, że też tak zrobię przy następnym wodopoju. Bo ja byłam właśnie po pierwszym piciu w biegu, sporo tej wody wlałam w siebie, resztą schłodziłam dłonie, ale już kilka kroków po odrzuceniu butelki poczułam tę wodę w żołądku. A to niewdzięczne uczucie podczas biegu. Ci szybcy biegacze i biegaczki płukali usta i wypluwali oraz się tą wodą zlewali. Pewnie brali małe łyki, ale nie wypijali 200 ml naraz. Też tak zrobiłam przy kolejnym wodopoju i to było dużo lepsze!

POŁÓWKI BANANÓW

Podczas biegu były też dwa punkty gdzie dawano po połówkach banana i ćwiartkach pomarańczy i orzeszki, ale ja byłam totalnie skoncentrowana na biegu i zupełnie nie miałam przestrzeni do przeżuwania. Koło 10 kilometra przełknęłam żel energetyczny, ale szczerze, to zupełnie nie wiem czy on dodał mi energii czy nie.

NIEUSTANNA WALKA

Po drodze dwa razy pytałam ludzi, która jest godzina, żeby ocenić czy trzymam się założonego czasu, a poza tym, po prostu walczyłam ze zmęczeniem. Kiedy zdarzało się że mijały mnie kolejne osoby to starałam się je przegonić, czy nie dać się wyprzedzić i to chwilami zajmowało moje myśli. Pierwsza słabość przyszła do mnie na 19 kilometrze kiedy zrozumiałam że przede mną jest 150 metrowe przewyższenie o długości kilometra, które dwie godziny wcześniej wykorzystałam, żeby się rozpędzić biegnąc w dół.

NIE PRZESTAWAJ BIEC

Przed wyjazdem obiecałam córce lekkoatletce, która powiedziała mi, że pod żadnym pozorem nie mogę zacząć iść. Że jadę tam, żeby biec półmaraton i nawet jeśli mam go ukończyć ostatnia, to mam to zrobić biegiem. Więc biegłam tunelem pod tą piekielną górę i myślałam o obietnicy danej córce, ale przede wszystkim sobie samej. Mijały mnie kolejne osoby, które szły szybciej niż ja biegłam, ale wciąż biegłam.

SPOTKANIE Z WŁOSZKĄ

Ostatni kilometr był też niełatwy, bo znowu lekko pod górę i naprawdę byłam zmęczona, mimo że już widziałam metę. I tak wlokłam się biegnąc, aż napotkałam spojrzenia młodej Włoszki, która głośno krzyczała prosto do mnie „dai, dai, vai, vai” czyli dawaj, leć! I doping tej dziewczyny sprawił, że ruszyłam przed siebie tak szybko jak mogłam.

Wpadłam na metę ułamek sekundy po zaplanowanym przeze mnie czasie powitana przez konferansjera słowami „una ragazza da Svezia”, czyli dziewczyna ze Szwecji.

Potem był medal i chwała ukończonego biegu i już wtedy czułam, że to początek mojej przygody.

SPORT, KTÓRY ŁĄCZY LUDZI

Że taki półmaraton to zmierzenie się ze swoją słabością, wyjście ze strefy komfortu, zresetowanie myśli, nastawienie się na tryb przetrwania, takie trochę maszeruj albo giń, ale też niesamowita frajda po przekroczeniu mety. Czysta radość i szczęście. Tylko i aż dlatego, że zmusiłam się do dużego wysiłku. I doping publiczności i współbiegaczy.

Pokochałam ten sport, bo daje poczucie przynależności i łączy ludzi.

Tak jak moi przygodnie poznani rodacy, którzy też dodawali mi otuchy i zagrzewali do walki po drodze. Było to możliwe, bo tym razem byli szybsi niż ja i biegli już z powrotem podczas kiedy ja wciąż byłam przed zakrętem.

57 TYSIĘCY KROKÓW

Po biegu wróciłam do hotelu i do końca dnia chodziłam po mieście. Neapol jest pełen wspaniałości, no i to jedzenie! Wieczorem miałam na krokomierzu w telefonie ponad 57 tysięcy kroków! Nieźle, co? Następnego dnia miałam zakwasy, bolały mnie nogi i gorset mięśni okalających brzuch i plecy. Ale już wiedziałam, że połknęłam bakcyla i żaden ból ciała dzień po biegu tego nie zmieni. Za to planuję już kolejny bieg…

PRZYGOTOWANIA

Może ciekawi Cię jak się przygotowywałam do tego przedsięwzięcia? Moja córka lekkoatletka rozpisała mi 15 tygodniowy plan treningowy, gdzie założeniem było, żeby biegać 3 razy w tygodniu, w tym raz easy run czyli spokojne tempo, takie, żeby móc mówić w trakcie biegu, raz interwały i raz long run z dokładaniem 2 km co tydzień. Reszta dni to rozciąganie i treningi siłowe. Szczyt przygotowań przypadł na wyjątkowo śnieżną szwedzką zimę, i najbardziej ucierpiały na tym długie biegi. Bo tak jak interwały mogłam ćwiczyć na hali, tak nie mogłam się przekonać, żeby biegać po kilkadziesiąt okrążeń na hali. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo znaleźć kilkunastokilometrowe trasy, które nie są wzdłuż jezdni i nie prowadzą ciągle po asfalcie. No, ale teraz jest marzec, najpiękniejsze wiosenne i letnie miesiące przede mną, trudniej będzie szukać wymówek, żeby nie założyć butów i nie wyjść biegać.

Bo to jest druga rzecz, za którą kocham bieganie: bezpretensjonalność. Potrzebujesz pary sportowych butów i chęci, niczego więcej. Bieganie jest tanie i dla wszystkich.

Próbowałam biegać na bieżni, ale bieg w miejscu, w ciepłej sali ćwiczeń jest po prostu nienaturalny.

Trzecim aspektem, za który polubiłam bieganie jest obcowanie z naturą i przebywanie na świeżym powietrzu. Zdarzyło mi się w trakcie przygotowań zabrać ze sobą na trasę do lasu moją psinę Swobodę i ona miała taką samą jak ja frajdę z tej aktywności, więc na pewno będziemy to kontynuować.

CO MA BIEG DO SZWECJI?

A jak się to wszystko ma do pracy i życia w Szwecji? Ano ma. Chęć zmiany i gotowość włożenia wysiłku, żeby dotrzeć do celu to elementy niezbędne, żeby emigracja zarobkowa się powiodła. Ja chętnie Ci pokażę drogę, bo mam rzetelne doświadczenie specjalistki od HR i szwedzkiego prawa pracy. I jak półmaraton wpłynął na moje życie? Otworzył mi oczy na nowe i nieznane i jeszcze bardziej zaostrzył apetyt na korzystanie z niego, z życia.

Za tydzień będzie jak zwykle, czyli temat z obszaru szwedzkiego prawa pracy. Tym razem opowiem o Arbetsmiljöverket, czyli urzędzie ds. higieny i bezpieczeństwa pracy.

Vi ses i Sverige! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *